Witajcie w kolejnym odcinku na kanale Głos Terapeuty. Dzisiaj jest ze mną specjalny gość Mirek.
Witam ciebie Agato, przede wszystkim witam widzów.
Założyciel ośrodka Skrzydła. Ale do tego dojdziemy w pewnym momencie i Mirek trochę nam opowie więcej. Dzisiejszy odcinek będzie o tym, jak wygląda uzależnienie, jak wychodzi się z uzależnienia i jak się funkcjonuje po wyjściu z tego uzależnienia. Porozmawiamy trochę o historii i myślę, że możemy zaczynać. To porozmawiajmy może na początek o historii. Jak zaczęło się twoje uzależnienie? Jak zaczęła się ta droga z uzależnieniem?
Moje uzależnienie zaczęło się dosyć wcześnie, gdzieś w wieku 13, 14 lat. Pierwsze doświadczenie z alkoholem, pierwsze upijanie się, gdzieś przebywanie z kolegami. W wieku 15 lat, w ósmej klasie szkoły podstawowej, to już wagary były i takie no już dosyć spore nadużywanie. Z perspektywy czasu wiem, że w wieku 17 lat byłem osobą już z uzależnieniem. Pełnoobjawowe uzależnienie.
W którym momencie poszedłeś na leczenie? Albo w którym momencie w ogóle pojawiła się taka myśl, żeby iść na leczenie?
Oj, to jeszcze trwało. To jeszcze trwało kolejne 15 lat. W wieku 32 lat dopiero trafiłem do ośrodka. Po drodze też byłem i rodziną zastępczą, i założyłem rodzinę już jako osoba z uzależnieniem. Ja wtedy tego oczywiście nie wiedziałem, nie byłem świadomy swojego uzależnienia. Wydawało mi się, że wszystko jest okej, że kontroluję swoje życie, że kontroluję picie.
Po kolei nałóg zabierał mi wszystko. Zabrał mi pracę, straciłem rodzinę. W końcu stałem się osobą w kryzysie bezdomności. I to spowodowało, że trafiłem do ośrodka. Generalnie dopiero to.
Przez ten okres czasu, jak mówisz, od początku w momencie kiedy tak jak dzisiaj powiedziałeś czułeś, że już byłeś uzależniony, można by powiedzieć, że byłeś osobą wysoko funkcjonującą.
To znaczy z perspektywy czasu to ja wiem, że byłem uzależniony gdzieś w wieku 17 lat. Natomiast kiedy trafiłem do ośrodka, ja cały czas uważałem, że ja mam pod kontrolą wszystko, a trafiłem do ośrodka, ponieważ moją potrzebą wtedy było, żeby mieć co jeść i gdzie mieszkać, gdzie spać, czyli właściwie zaspokoić takie bardzo podstawowe potrzeby, nie stricte uzależnieniowe.
Aha, okej. Jakie miałeś myśli, pamiętasz jak trafiłeś do tego ośrodka? To było pierwsze miejsce, do którego trafiłeś?
Tak, tak. To było pierwsze miejsce z dworca w Bydgoszczy, gdzie trafiłem. No i tam był duży opór w ogóle mój, tak? Ponieważ ja miałem potrzebę zjeść i się wyspać, a nie być na zajęciach albo brać udział w ergoterapii. Więc dużo napięcia, takiej niezgody wewnętrznej. Z drugiej strony no ta potrzeba, z którą przyszedłem, jedzenie i spanie była zaspokojona. I to trwało gdzieś około czterech, sześciu tygodni. Taki mój opór.
I co się potem stało? Przyszedł taki moment, w którym jakoś coś "kliknęło", że tak powiem?
Tak, dokładnie. Kliknęło. Czyli zdałem sobie sprawę, że jestem w miejscu, w którym powinienem być, że nie różnię się niczym od tych ludzi, którzy są i potrzebują tej pomocy, są w terapii.
Rozumiem, że trochę to spełniło taką funkcję zwierciadła.
Dokładnie. Tak. Zobaczyłem siebie.
Moment przełomowy
No i jakie to było? Pamiętasz jak?
Znaczy z jednej strony to była euforia, zadowolenie ogromne. Poczucie też takiego bezpieczeństwa. Takie odkorkowanie. Ja miałem poczucie, że ja tak lecę normalnie jak na skrzydłach.
Zidentyfikowałeś się?
Tak, zidentyfikowałem się z uzależnieniem.
Pomyślałam sobie jeszcze o tym zwierciadle i tak o w ogóle w funkcji grupy, leczeniu grupowym, że bardzo często jest tak, że to też odczarowuje ten pewien rodzaj takiej wyjątkowości – trochę może w tym negatywnym znaczeniu tego słowa, że tylko ty tak masz na przykład, nie? Albo że tylko ty jesteś taki, a okazuje się, że inni ludzie naprawdę mają tak samo.
No zgadza się, bo ja nie identyfikowałem swojego uzależnienia długo. Bo dla mnie alkoholik, jak to wtedy nazywałem taką osobę, to była osoba, która pije denaturat. Ja go nie piłem. Wydawało mi się, że mam kontrolę, że jak nie mam pieniędzy, to przecież nie piję, więc nie mam takiej potrzeby.
No nie radziłem sobie z emocjami, więc myślałem, że po prostu mam coś z głową nie tak. Niekiedy zachowywałem się po alkoholu w taki sposób, gdzie wstydziłem się. No i usłyszałem, że na przykład ci ludzie tam w terapii mieli podobnie i to było właśnie takie coś, co dało mi takie poczucie bezpieczeństwa i to, że to miejsce jest okej.
Mechanizm zaprzeczenia
A jakbyśmy jeszcze wrócili na chwilę w ogóle do twojego uzależnienia, do picia, to jak w ogóle to wyglądało? Właśnie, bo tak trochę powiedziałeś: no nie piłem tego denaturatu, miałem pod kontrolą. A jak to w ogóle właśnie wyglądało tak na przestrzeni czasu? Ono się zmieniało bardzo to uzależnienie?
Tak, zmieniało się. Zaczynałem z kolegami tam w wieku 14, 15 lat to było jakieś piwo, później coraz częściej jakieś wina, następnie był alkohol wysokoprocentowy. I on dosyć długo był, tak mówiąc wprost – wódka. Pracowałem, pełniłem te różne role społeczne. Byłem pracownikiem, mężem, wychowywałem młodszych braci, więc wydawało mi się, że jest okej.
Kiedy straciłem pracę, no to też jakość trunków się zmieniła, więc zacząłem z powrotem do wina, którego też się bałem, bo tu muszę powiedzieć, że dopóki piłem wódkę, to uważałem, że osoba z uzależnieniem to jest osoba, która pije wina.
Czyli dlatego się bałeś tych win.
Tak. Kiedy zacząłem wina pić, no to musiałem zweryfikować to w swojej głowie i przesunąłem tą granicę uzależnienia do denaturatu, nie? Żeby mieć taki komfort picia po prostu.
Czyli właściwie to też tak o mechanizmie zaprzeczenia.
Bardzo.
Źródła uzależnienia
Powiedziałeś o tym, że nie radziłeś sobie z emocjami i dzisiaj z perspektywy czasu ty wiesz dlaczego to uzależnienie? Dlaczego ten alkohol?
Wychowałem się w rodzinie, gdzie oboje z rodziców byli uzależnieni. Tak. I mama, i tata. Pewne wzorce. Taka norma. Pamiętam też w dzieciństwie na przykład dziadek mówił: "A niech się napije tej pianki z piwka, mu nie zaszkodzi".
No ale przede wszystkim myślę, że to był tak ogromny wstyd, który miałem w związku z uzależnieniem mamy. I tak sobie radziłem z tym wstydem jako młody chłopak: szukanie takiej przynależności do grupy, no i radzenie sobie z emocjami. Uspokajałem się, otwierałem się, też byłem, mam poczucie, że byłem taki pozamykany, tak? I z chwilą, kiedy był alkohol – otwarty, nawiązujący relacje, więc te potrzeby sobie zaspokajałem na pewno.
A ta potrzeba przynależności to była też taka potrzeba, która została zaspokojona właśnie będąc na leczeniu?
Tak. Ponieważ zidentyfikowałem się z grupą. Moje leczenie to też było w ośrodku chrześcijańskim. W związku z tym te wartości duchowe, że jestem w pewnej społeczności, że są ludzie, którzy mnie kochają, że jest Bóg, który mnie akceptuje, kocha – to również było zaspokojone.
Czyli trochę takie wartości, ale też pomyślałam sobie, że tak można by pomyśleć w kontekście relacji z rodzicami. Ten Bóg tak symbolicznie taką postacią chyba był, czy jest być może?
Tak, tak. To też rozumiem i w tej chwili widzę właśnie, że taki symbol takiej troski, opieki. Bo też rodzice rozwiedli się, kiedy ja miałem około 10 lat. Z kolei mama, ojciec się wtedy nie interesował już nami, a mama zmarła, kiedy ja miałem 16 lat. Więc no tych rodziców też nie było.
Trudności w leczeniu
A ty pamiętasz z leczenia, co było dla ciebie najtrudniejsze? Były takie moment, który był trudny, który zapamiętałeś?
No najtrudniejszy to chyba był jednak ten pierwszy miesiąc, pierwsze sześć tygodni tego oporu mojego. Bo z jednej strony nie chciałem być w tym miejscu, z drugiej strony te potrzeby miałem w jakiś sposób zaspokajane. Był mróz, było zimno, bo to marzec był i no nie miałem dokąd pójść. I to chyba było najtrudniejsze u mnie.
Jakie mechanizmy tobie było najtrudniej przełamać?
No myślę, że racjonalizacja, nałogowa regulacja uczuć. Nie potrafiłem. Ja bardzo długo nie radziłem sobie już nawet po terapii, miałem dużą też trudność w radzeniu sobie z napięciem emocjonalnym, z takim rozdrażnieniem. No myślę, że to przede wszystkim tak obwinianie innych, tak? Żony, nie wiem, pracodawcy... Wszyscy byli winni.
Przyszedł taki moment, że poczułeś, że ta wina leży tu u ciebie po twojej stronie?
Tak. I to też właśnie był taki przełomowy moment w terapii, że ja zrozumiałem, że całe życie ode mnie zależy. Że jest prawdą, że miałem takie dzieciństwo, okej, ale ja nie mogę cały czas żyć jak małe dziecko, jak mały Mirek, prawda? Że muszę wziąć odpowiedzialność. Teraz jestem osobą dorosłą, w związku z tym tu rozpoczęła się praca nad tą przeszłością moją.
Często pacjentom trudno jest w ogóle wziąć odpowiedzialność za swoje życie. No czasami jest taki przekaz, że łatwiej jest jednak tą winę zrzucić gdzieś, prawda? Albo to dzieciństwo, albo to rodzice, albo coś jeszcze. Wydaje się, że to jest naprawdę bardzo istotny i bardzo kluczowy moment przełomowy w momencie, kiedy tak w głowie jednak klika, że to jest moja odpowiedzialność i teraz co ja zrobię z tym życiem? Nie mogę się użalać, a mogę jednak iść dalej, trochę zakasać rękawy, jak to się mówi.
Zgadza się. Ja to też porównuję właśnie do takiego statku, który gdzieś jest zacumowany i chce wyruszyć w dalszy rejs, ale dopóki ta kotwica jest na dnie, nie da rady. Tam może być "cała naprzód", nie? Że my musimy odciąć, czyli poradzić sobie z tą przeszłością, przepracować ją. Często to przepracowanie jest na zasadzie akceptacji po prostu. No tak się wydarzyło.
Od pacjenta do terapeuty
A w którym momencie w ogóle przyszedł taki pomysł na to, żeby otworzyć ośrodek i skąd w ogóle ten pomysł się wziął w twojej głowie?
To musiałbym tak troszkę od początku, bo jeszcze pod koniec terapii ja postanowiłem, znaczy pojawiła się taka myśl, że może będę pomagał ludziom. W ośrodku potrzebowano wolontariuszy. Ja gdzieś byłem, nie wiem, w ósmym, dziewiątym miesiącu terapii. Pytam kolegi: "Ty słuchaj, oni tu wolontariuszy potrzebują, kto to jest wolontariusz?". Ja też nieraz się śmieję z tego, ale to pokazuje co ten nałóg zrobił w moim życiu, jak mnie uwstecznił.
On mi wytłumaczył, ja poszedłem do kierownika ośrodka, zapytałem czy potrzebują tych wolontariuszy. Kierownik ośrodka się pyta: "No ale jakie masz wykształcenie, Mirek?". Ja mówię: "Zasadnicze, zawodowe." On: "No fajnie, gdybyś średnie minimum zrobił". I to była bariera w mojej głowie wtedy. Ale była wizja: chcę być wolontariuszem, chcę pomagać ludziom. I poszedłem do liceum po zakończeniu leczenia w ośrodku.
A czemu właściwie? Dlaczego?
Dlatego, że ja widziałem zmiany u siebie. I pomyślałem sobie, że wiele ludzi, no ja znałem też wiele ludzi ze swojego środowiska gdzieś tam, gdzie się wywodziłem i tak miałem takie przekonanie, że być może oni też potrzebują pomocy, że fajnie by było, gdyby, nie wiem, zobaczyli mnie i też zechcieli się zmieniać. Że warto się zmienić, że to jest zupełnie inne życie.
Ośrodek Skrzydła
I przyszedł taki moment, że postanowiłeś no otworzyć ten ośrodek. Powiesz coś więcej? Czemu krótszy program? Jak to miałoby się do osób, które są uzależnione, do osób, które się zgłaszają na leczenie?
Zauważyłem, że w ośrodku, w którym pracowałem, przyjeżdżali pacjenci, którym niekoniecznie odpowiadały warunki, długość terapii, przerywali program. Czyli pojawiła się taka myśl, że może warto otworzyć miejsce i wyjść naprzeciwko tym osobom. Osobom, które chciałyby innych warunków, krótszy program. Często w Skrzydłach, w ośrodku Skrzydła, to są osoby wysoko funkcjonujące. Osoby, które często pracują, zajmują jakieś wysokie stanowiska, chcą terapii bardzo intensywnej.
Gdybyśmy mieli trochę podsumować tą skuteczność terapii grupowej, to dlaczego terapia grupowa, jakbyś miał zaproponować, to co byś powiedział? Dlaczego terapię grupową warto wybrać?
MIREK:
Ponieważ jeżeli to jest grupa 12 osób, to mam spotkanie z 12 terapeutami. A tak w gabinecie jestem jeden na jeden. Ja sobie nieraz myślę, że do gabinetu można iść jakoś tam przygotowanym. A tu jednak to są osoby, które mają podobne przejścia. Widzą pewne zachowania. I mówią: "Ej, stary, no nie ściemniaj". Czasem bardzo wprost.
To ja ci dziękuję, Mirku, za naszą rozmowę. Właściwie pomyślałam sobie, że jesteś takim żywym świadectwem człowieka, który od uzależnienia, tak jak wspomniałeś, po kryzys bezdomności, po to, że twoje potrzeby, te najbardziej podstawowe nie były zaspokojone, jesteś tutaj dzisiaj ze mną i opowiadasz mi o tym, że jesteś terapeutą, że prowadzisz prywatną praktykę indywidualną i że masz ośrodek. Dlatego myślę sobie, że to będzie bardzo na miejscu, jak powiem, że jesteś żywym świadectwem.
Dziękuję. Można wyjść z uzależnienia i można funkcjonować zdrowo.
Dziękuję. Ja zapraszam też również, jeżeli uznacie, że macie trudności, że chcielibyście skorzystać z grup online, to jest nabór na grupę dla osób DDA sześciomiesięczną i nabór na grupę dla osób uzależnionych. Wszelkie informacje są w linkach pod tym filmem. E, Mirku, powiedz też o swoim ośrodku, bo może ktoś, kto będzie oglądał, uzna, że potrzebuje właśnie takiej formy leczenia.
Jeżeli ktoś z was potrzebuje formy leczenia stacjonarnej w ośrodku, zapraszam do terapia skrzydła. Mieścimy się w Rzepnicy. Link również w opisie. Dziękuję. Dzięki.